Ratownik medyczny z gdańskiego pogotowia, ratując życie narkomanowi, który przedawkował, naraził się na zakażenie. W czasie intubacji mężczyzna zaczął wymiotować. Treść jego żołądka dostała się do ust i oczu ratownika. Narkoman był zakażony HiV i zapaleniem wątroby typu C. Prawdopodobieństwo, że ratownik został zakażony jest duże.
Aby zahamować namnażanie się wirusów, ratownik musi przyjmować leki antyretrowirusowe, za które musi zapłacić sam 5 tys. złotych. Pracuje na kontrakcie. Gdyby prywatnie ukłuł się podejrzaną strzykawką lub zaryzykował np. seks z zakażoną osobą, to za leki zapłaciłby budżet państwa.
– Państwo dopłaca do leczenia osób uzależnionych, z marginesu społecznego – mówi rozgoryczony Kuba Matys, ratownik z Gdańska. – Ale to ja jestem osobą drugiej kategorii. Dlatego że – jak wielu innych pracowników służby zdrowia – podjąłem pracę na kontrakcie.
W gdańskim pogotowiu na kontraktach pracuje 90 lekarzy i ratowników. Każdy z nich codziennie narażony jest na groźbę zakażenia HIV. Kuba Matys nie jest pierwszym pracownikiem, który musi szukać pieniędzy na leki ratujące życie. Podobne sytuacje zdarzają się w całej Polsce.
Znowelizowana przez Sejm i obowiązująca od stycznia tego roku ustawa o chorobach zakaźnych mówi jednoznacznie: za profilaktyczne leczenie lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, policjantów zagrożonych w czasie pracy zakażeniem HIV płaci pracodawca lub osoba zlecająca pracę. Problem się pojawia gdy jest nim pracownik kontraktowy.
– Tak mówi ustawa, a ja nie jestem jej autorem – zastrzega dr Anna Marzec-Bogusławska, dyrektor Krajowego Centrum ds. AIDS. – Jeśli dochodzi do wypadku związanego z miejscem pracy, płaci pracodawca. Jeśli poza miejscem pracy, to Ministerstwo Zdrowia poprzez Krajowe Centrum ds. AIDS. Jeśli ratownik jest na kontrakcie, to sam dla siebie jest pracodawcą i musi kupić lek. Ratownik, podejmujący pracę na kontrakcie, powinien zastanowić się także nad ubezpieczeniem przed konsekwencjami zakażenia podczas pracy.
– To nienormalne, by leki za darmo należały się każdemu, kto przyjdzie do szpitala z ulicy, a nie ludziom, którzy zawodowo ratują innych – przyznaje dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki. – W marcu alarmowaliśmy o tej sprawie Ministerstwo Zdrowia. Jednak Ministerstwo nie odpowiedziało do dziś.
Okazało się jednak, że nie wszędzie zatrudnieni na kontraktach pracownicy służby zdrowia muszą sami płacić za leki antyretrowirusowe. Na przykład w Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku dyrekcja refunduje zwrot kosztów leków antyretrowirusowych pracownikom, niezależnie od formy zatrudnienia.
W Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach, gdzie na kontraktach pracuje ponad 250 lekarzy i ponad 30 ratowników inaczej rozwiązano problem ubezpieczenia kontraktowców.
– Umowy cywilno prawne, które mamy z ratownikami, czy lekarzami generalnie obejmują tylko te ubezpieczenia, które są wymagane zgodnie z aktualnym stanem prawnym – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Wojciech Miciński, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. – W zakresie osobistych ubezpieczeń zdrowotnych natomiast umożliwiamy im uczestnictwo we wszelkich ubezpieczeniach grupowych, na takich samych zasadach jakie obejmują naszych pracowników etatowych. To jest jednak ich dobra wola, czy z takiego ubezpieczenia skorzystają. My nie możemy od nich tego wymagać, ale stwarzamy im taką możliwość. I generalnie z tego korzystają, gdyż z tego względu, że mamy ponad 1500 pracowników opłaty za te ubezpieczenia są niewielkie.
Prawnik, członek Trybunału Stanu mec. Roman Nowosielski komentuje sytuację w jakiej znalazł ię gdański ratownik:: - Nie może być tak, że ktoś, kto naraża życie dla ratowania drugiego człowieka, jest za to karany. Osoba zatrudniona na kontrakcie w pogotowiu nie kupuje karetek, sprzętu medycznego. Ten, kto zawiera z nią umowę i zleca pracę, musi zadbać o bezpieczeństwo pracownika. Przed sądem ratownik ma szansę na odzyskanie pieniędzy.
źródło: rynekzdrowia.pl
0 komentarzy:
Prześlij komentarz