Ambulans, który przejeżdża kilkaset metrów od wypadku i nie zatrzymuje się, bo o nim nie wie. Dyspozytor, który zamiast wysyłać karetkę do zawału, udziela wskazówek pacjentowi z bólem brzucha - to tylko niektóre przykłady, że pogotowie ratunkowe nie działa, tak jak powinno.
Od ponad dwóch lat obowiązuje ustawa o państwowym ratownictwie medycznym. Miała ujednolicić procedury ratowania życia i poprawić szybkość udzielania pomocy. W praktyce nadal nie ma spójnego systemu ratownictwa.
Zdarza się, że dyspozytor wysyła karetkę do wypadku, zespół jedzie 20 kilometrów na sygnale, podczas gdy niedaleko miejsca zdarzenia przejeżdża karetka z innego powiatu, która o całym zdarzeniu nic nie wie, a nasz dyspozytor też nie widzi jej w systemie, bo jest poza naszym obszarem - mówi Małgorzata Popławska, dyrektor krakowskiego pogotowia ratunkowego.
W piątek w Urzędzie Marszałkowskim w Łodzi przedstawiciele kilku województw opowiadali o tym, jak działa system ratownictwa w ich regionach. Krakowskie pogotowie stawiane jest jako wzór, bo angażując fundusze europejskie, stworzyło w stolicy Małopolski sprawny system ratownictwa. Teraz chce go rozszerzyć na kolejne powiaty województwa.
źródło: naszemiasto.pl
0 komentarzy:
Prześlij komentarz